Iztaccíhuatl (5230 m)
Iztaccíhuatl (5230 m) – znany jako La Mujer Dormida (Śpiąca Kobieta) – jest wygasłym stratowulkanem Kordyliery Wulkanicznej (Eje Volcánico Transversal) przecinającej środkowy Meksyk z zachodu na wschód, od wybrzeża Pacyfiku po Zatokę Meksykańską.
Kordyliera Wulkaniczna zawdzięcza swój kształt subdukcji płyt Cocos i Rivera pod płytę północnoamerykańską. Procesy wulkaniczne stworzyły mozaikę masywów, płaskowyżów i izolowanych wulkanów, często wyraźnie od siebie oddzielonych. Zamiast jednego, ciągłego łańcucha górskiego powstał pas rozproszonych centrów wulkanicznych, których wysokość bezwzględna przekracza 4-5 tys. m.
Iztaccíhuatl nie występuje samotnie. Wraz z Popocatépetl (5426 m) tworzy najbardziej rozpoznawalny duet górski środkowego Meksyku. Ich charakter jest skrajnie odmienny, lecz w sensie kulturowym tworzą jeden organizm. Popocatépetl pozostaje wulkanem aktywnym, o klasycznej, stromiej sylwecie stratowulkanu, regularnie emitującym gazy i popioły. Przez wiele lat pozostawał w uśpieniu, lecz gdy wybuchł w 1997 r. lawa i gruba warstwa pyłu pokryły całą okolicę, sięgając granic miasta Mexico City (CDMX).
Masywy Iztaccíhuatl i Popocatépetl rozdziela wysokogórska przełęcz Paso de Cortés, która od czasów przedhiszpańskich stanowiła naturalny korytarz komunikacyjny. Według tradycji tędy przechodził Hernán Cortés, skąd po raz pierwszy zobaczył Kotlinę Meksykańską i Tenochtitlán.
Rolę base campu Izty pełni La Joya, parking, do którego dociera się samochodami terenowymi. Jest najwyżej położonym dostępnym punktem startowym (ok. 3900 m).
W ofercie nie ma wariantu all-inclusive. Infrastruktura jest skromna i prowizoryczna, pole namiotowe z pyłem wulkanicznym w gratisie. Nie zapewnia osłony przed słońcem, wiatrem ani pogorszeniem pogody.
Nie liczy się luksus, ale Ludzie (przez wielkie „L”) dzielący podobne, dla wielu niezrozumiałe, pasje.
Rozbicie bazy w La Joya wiąże się z koniecznością (bardzo) przyspieszonej aklimatyzacji, która zajmie dwa dni. Zmniejszenie ryzyka choroby wysokościowej standardowo wymaga nie tylko manewrowania na wysokości, ale także konieczności wlewania w siebie litrów wody. W dniu przyjazdu mózg z opóźnieniem zorientuje się w sytuacji, oferując typowo wysokogórski ból głowy.
Pierwszego dnia rozgrzewka w kierunku stacji Altzomoni, położonej po stronie Popocatépetla. Altzomoni funkcjonowało historycznie jako schronisko wysokogórskie, obecnie pełni rolę niedostępnej stacji badawczej i zaplecza technicznego (meteorologia, obserwacje środowiskowe, badania związane z wulkanizmem i klimatem). Droga prowadzi dalej – jedni siedzą, drudzy idą, a każdy dodatkowy kilometr powyżej 4 tys. metrów zwiększa aklimatyzację.
Parque Nacional Iztaccíhuatl–Popocatépetl Zoquiapan obejmuje masywy Iztaccíhuatl i Popocatépetl wraz z otaczającymi je obszarami wysokogórskimi. Jest jednym z najstarszych parków narodowych i zarazem jedną z najbardziej złożonych przestrzeni ochronnych w Meksyku. Wprowadził system opłat i rejestracji, często określany zbiorczo jako „brazalete” (opaska ochronna), która miała umożliwić monitorowanie ruchu wysokogórskiego.
Iztaccíhuatl leży na styku Kotliny Meksykańskiej i Wyżyny Puebla-Tlaxcala. Jest klasyfikowany jako stratowulkan, który nie zachował jednak stożka. Jest długim masywem budowanym i niszczonym przez kolejne epizody erupcyjne. Masyw ulegał stopniowej destrukcji przez lodowce plejstoceńskie i erozję peryglacjalną.
Odległe kulminacje są reliktami dawnych centrów aktywności. Z tego powodu Izta jest górą „czytaną w poziomie”, a nie „w pionie”. Określana jest jako La Mujer Dormida („Śpiąca Kobieta”). Z dużej odległości kobieca sylwetka jest czytelna i niemal ilustracyjna, z bliska traci „ludzki” kształt, stając się czysto geologiczną strukturą.
Piętra roślinne zmieniają się dynamicznie. Swoista kompresja stref jest jedną z cech charakterystycznych Kordyliery Wulkanicznej.
Na stosunkowo krótkim dystansie wysokościowym występują lasy mieszane i iglaste z dominacją jodeł i sosen (poniżej bazy), potem strefa subalpejska, a następnie charakterystyczny widoczny zacatonal, tj. wysokogórskie murawy zbudowane z twardych, kępkowych traw przystosowanych do silnego wiatru, dużego nasłonecznienia i skrajnych wahań temperatury. Wyżej czekają już tylko jałowe stoki wulkaniczne, potem śnieg i lód.
Wulkan zbudowany jest głównie z andezytów i dacytów oraz produktów piroklastycznych starszych erupcji. Dla piechura to nie tylko skała, ale i uciążliwy pył wulkaniczny, który na długo pozostaje w nosie czy w gardle.
Iztaccíhuatl jest relatywnie popularnym celem trekkingowym w środkowym Meksyku — zwłaszcza w suchym sezonie — i przyciąga lokalnych oraz zagranicznych uczestników, zwłaszcza ze Stanów Zjednoczonych Ameryki. Naszą ekipę tworzą weterani wypraw Moniki Witkowskiej wraz z miejscowymi przewodnikami.
Drugi dzień służy równie przyspieszonej aklimatyzacji. Podejście początkowym odcinkiem Arista del Sol przez Valle Feliz i Alcalican służy osiągnięciu wysokości o kilkaset metrów ponad Base Campem. Uruchomieniu mechanizmów aklimatyzacyjnych służą spokojne tempo, kontrola oddechu. To cicha walka o poprawę tolerancji wysokościowej.
Trasa Arista del Sol prowadzi przez ciąg dawnych form wulkanicznych. Izta nie oferuje jednego momentu kulminacyjnego, przeciwnie wielokrotnie prezentuje tzw. fałszywe szczyty. Rytm nocy to sekwencja portillos, podejścia i chwilowe wypłaszczenia. Uważne oko wypatrzy jedyny schron – metalową puszkę o charakterze awaryjno-biwakowym, bez ogrzewania, obsługi i jakiegokolwiek zaplecza. Refugio Grupo de los Cien na wysokości ok. 4750 m umożliwia jednak, w zależności od przyjętej strategii, przenocowanie w spartańskich warunkach.
Domeną Izty nie jest dzień, lecz noc. Atak szczytowy rozpoczyna się po północy, po krótkim wieczornym bardziej lub mniej udanym wypoczynku regeneracyjnym. Wysokogórski marsz rozpisany na wiele godzin.
Nocny trekking sprawia, że czas i przestrzeń zlewają się w jeden ciągły wysiłek, a wschód słońca jest wyczekiwany z nadzieją. Wędrowanie po ciemku, z użyciem czołówek, utrudnia percepcję przestrzeni. Każdy portillo okazuje się kolejnym stopniem do celu, a wzrok podąża ku światłom Puebli, Choluli czy nawet Mexico City.
Ścieżka – względnie coś co można by określić tym mianem – miejscami się rozszerza, miejscami zwęża do skalno-piargowego pasa, nie daje naturalnych punktów odpoczynku. Postoje są zarządzane co godzinę. Krótkie, wręcz ekspresowe, co by organizm nie zdążył się wychłodzić.
Powyżej Grupo de los Cien (ok. 4750 m) rozpoczyna się ściana płaczu. Jeżeli Izta kogoś ma złamać — zrobi to tutaj. Może to efekt kryzysu, nadmiernej wysokości, niewystarczającej aklimatyzacji. Tempo spada dramatycznie, każdy krok wymaga kontroli, wiąże się z walką o oddech, a w głowie niekiedy uruchamia się helikopter. Najpierw ciemno i zimno, potem powoli niebo zacznie płonąć, ujawniając nieziemskie barwy.
Maajestatyczny Popocatépetl towarzyszy przez znaczną część wyprawy. Jego bryłą często pojawia się z pióropuszem gazów i dymu. Aktywność Popo sprawia, że góra ta – w przeciwieństwie do Izty – jest niedostępna dla trekkerów. Wejścia na szczyt są zabronione, a strefy bezpieczeństwa bywają okresowo rozszerzane.
Wędrowcom z oddali przygląda się także majestatyczny król Meksyku Pico de Orizaba (5636 m). Zdobycie Izty bywa traktowane jako warunek rzucenia mu rękawicy. Na razie trzeba się skoncentrować na bieżącym wyzwaniu.
Poszczególne kulminacje Iztaccíhuatl w tradycji lokalnej zyskały nazwy części ciała. La Mujer Dormida („Śpiąca Kobieta”) nie jest metaforą poetycką, lecz topograficznym skrótem. Wyodrębnia się trzy główne strefy: Cabeza (głowa), Pecho (pierś) i Rodillas (kolana).
Cabeza (głowa) jest północną częścią masywu, często bywa błędnie utożsamiana z głównym szczytem. Jest jedną z dawnych kulminacji wulkanicznych o wyraźnej sylwetce, lecz wyraźnie ustępująca wysokością Pecho (pierś). Ścieżka formalnie omija Cabezę, pozostawiając ją z boku (na północ).
Pierwsze promienie Słońca pokazują inne oblicze masywu. Światło dzienne pokazuje, że szczyt nie jest blisko, a grań ciągnie się dalej. Arista del Sol znaczy „Grań Słońca”, nazwa teraz zyskuje właściwe znaczenie.
Temperatury na szczycie i w górnych partiach trasy są ujemne przez dużą część roku, w tym w listopadzie (sucha pora). Średnie wartości w rejonie grani i szczytu zwykle oscylują wokół ok. –5 °C do –15 °C w rejonie kulminacyjnym. W naszym wypadku dość upalnie, tylko lekki mróz.
Rodillas (kolana) są rozciągniętą sekwencją garbów i przełęczy, które wchodzą w skład falującej drogi. Ścieżka oferuje długie odcinki bez wyraźnej osłony, miejscami przejście jest eksponowane.
Brak rozbudowanej rzeźby dolinnej oznacza także pełną ekspozycję na wiatr, szczególnie na grzbietach. Dla nas aura była jednak względnie łaskawa. Wiatr nie wywracał.
Wysokość jednak robi swoje, organizm buntuje się, upomina o tlen. Choć dla ludzi z nizin może to być trudne do zrozumienia – człowiek czuje się jeszcze gorzej, niż wygląda.
W plejstocenie Iztaccíhuatl była jednym z najbardziej zlodowaconych masywów Meksyku. Dawne lodowce żłobiły szerokie nisze i kotły, wygładzały grzbiety i transportowały ogromne ilości materiału skalnego w dół stoków.
Glaciar de Ayoloco i Glaciar del Pecho nie są już lodowcami w sensie czynnym, lecz nazwanymi obszarami dawnego zlodowacenia.
Część form potocznie nazywanych „kraterami” w rzeczywistości jest niszami zapadliskowymi i erozyjnymi, a nie klasycznymi kraterami erupcyjnymi. Tędy prowadzi eksponowane przejście na grani, wymagające połączenia się w trójki, asekuracji liną i poruszania przy użyciu raków. Czekan w pogotowiu.
Fragment wyostrzający uwagę i świadomość, że jeden zły krok może mieć fatalne konsekwencje. Dość stromo, czego oczywiście nie widać na zdjęciach. Dodatkowym problemem jest to, że po zejściu znów trzeba będzie gramolić się w górę.
Widok na docelowe Pecho. Rozległa strefa kulminacyjna jest już blisko, ale jakże wciąż daleko. Samo się nie dojdzie.
Trudno oszacować, ilu wędrowców tu dociera. W ciągu roku zapewne kilka tysięcy trekkerów mierzy się z Iztą. Ponoć spora część uznaje wyższość wulkanu, szansę mają osoby zaaklimatyzowane, prowadzone przez przewodników, w dobrym oknie pogodowym.
Oni już byli na szczycie. Dodatkowy element mobilizacji, trzeba zmusić organizm do wysiłku, sięgnąć po zapasy energii, ustabilizować oddech i krok po kroku mierzyć się wulkanem.
Pecho jest kulminacja masywu, a nie określonym „punktem”. Orientacja opiera się bardziej na kierunku grani, niż na określonym miejscu. Zamiast ostrego wierzchołka dostaje się rozległą strefą kulminacyjną.
Iztaccíhuatl zdobyty wraz z Moniką Witkowską, pierwszy wulkan Kordyliery wchodzi do górskiej CV. Jaka to wysokość, wbrew pozorom nie jest to oczywiste.
W obiegu funkcjonują różne wysokości maksymalne, tj. 5230 m vs 5286 m. Różnica nie jest efektem błędnych pomiarów, lecz wiąże się z topografią grzbietową, historią pomiarów oraz interpretacją tego, co należy uznać za szczyt. W większości przewodników górskich pojawia się wysokość 5230 m, taką też na ogół przyjmują podążający trekkerzy. Wartość 5286 m dominowała w starszych opracowaniach kartograficznych.
Trzeba zachować siły na kolejne godziny. Trasa powrotna poprowadzona jest inną drogą. Choć określenie „droga” nie jest w pełni adekwatne.
Piargi i rumosze, po których prowadzi zejście, to w dużej mierze produkt rozpadu skał osłabionych przez cykle zamarzania i rozmarzania. Piarg „ucieka”, mięśnie stabilizujące pracują bez przerwy, a zmęczenie decyzyjne rośnie wtedy, gdy wydaje się, że „najgorsze już za nami”. Miejscami przypomina to mozolne zjeżdżanie na nartach. Tyle że bez nart. I bez śniegu.
Zejście z masywu jest długie i monotonne. Wędrówka po materiale porzuconym przez lód. Taką trasą podąża się nie dlatego, że jest dobra, bezpieczna czy wygodna, lecz dlatego, że nie ma alternatywy topograficznej. Wywinięcie kozła jest wpisane w tego rodzaju przygodę.
Atak szczytowy i powrót to kilkanaście godzin marszu, przebywania na wysokości, bez możliwości uzupełnienia zapasu wody, bez jakichkolwiek wygód czy infrastrukturalnych „przystanków”.
Za takowy nie sposób uznać drugiej „puszki” – Refugio de Ayoloco. To jedynie punkt orientacyjny lub awaryjny podczas długiego zejścia.
Izta bywa niekiedy niedoceniana. Potrafi wyczerpać bardziej niż technicznie trudniejsze i bardziej znane góry. W końcu w oddali ukazuje się La Joya. Niby już na wyciągnięcie ręki. Wydaje się.
Góra testuje wytrzymałość, wytrwałość i koncentrację. Pozorna „krótkość” trasy na mapie – raptem ok. dwudziestu kilometrów – nie ma przełożenia na rzeczywistość i obciążenie organizmu.
Iztaccíhuatl otwiera sekwencję trzech wulkanów wysokogórskich środkowego Meksyku, obok La Malinche i Pico de Orizaba, które razem tworzą czytelny przekrój Kordyliery Wulkanicznej. Każdy z nich jest inny, każdy uczy szacunku i pokory. Izta, jako rozległy i wielokulminacyjny masyw stanowi ważny punkt odniesienia dla wysokogórskich wędrówek.
















































