La Malinche (4461 m)
La Malinche (Malintzin, Matlalcueitl) jest samotnym i odizolowanym wulkanem środkowego Meksyku, wznoszącym się między Pueblą a Tlaxcalą, w obrębie Eje Volcánico Transversal. Pozostaje wprawdzie w cieniu bardziej znanych sąsiadów, lecz nie ustępuje im oryginalnością, zachowując wyraźnie odmienny charakter.
W sensie fizycznogeograficznym La Malinche jest wolnostojącym stratowulkanem dominującym nad Wyżyną Puebla–Tlaxcala. Różnica wysokości względnej przekracza 1800–2000 m. Brak sąsiednich pasm wiąże się z pełną ekspozycją na wiatry ze wszystkich kierunków, silnym efekt orograficzny w kształtowaniu opadów (góra traktowana jako „rezerwuaru wody” w krajobrazie rolniczym i osadniczym), a także z wyraźnie zaznaczoną piętrowością klimatyczno-roślinną na stosunkowo krótkim dystansie poziomym.
Trasa liczy ok. 14 km, ma charakter liniowy, trzeba pokonać przewyższenie ok. 1400 m. Prowadzi początkowo przez lasy iglaste, następnie przez strefę przejściową i zacatonal, końcowo przez otwarte, rumoszowe partie wysokogórskie aż do strefy kulminacyjnej.
Główną bramą dostępową do masywu La Malinche i w praktyce najczęściej wybieranym miejscem startu i mety jest ośrodek Centro Vacacional Malintzi położony na wysokości ok. 3000 m.
Masyw La Malinche objęty jest ochroną jako Parque Nacional La Malinche o Matlalcueyatl, utworzony w 1938 r. w ramach pierwszej fali parków narodowych Meksyku. Zarządzany przez CONANP (Comisión Nacional de Áreas Naturales Protegidas), park powołano pierwotnie w celu ochrony lasów wysokogórskich, gleb wulkanicznych podatnych na erozję oraz zasobów wodnych Wyżyny Puebla–Tlaxcala.
Pierwsza część podejścia przebiega przez gęste lasy sosnowe i mieszane dające poczucie chłodu i ciszy. Szlak kilkakrotnie przecina drogę, zanurzając się potem w gęstwinie. Leśna ziemia to w rzeczywistości gleba wulkaniczna z mieszanką piasku i humusu.
Powyżej nie ma schronisk ani zaplecza ratunkowego. Utworzono jednak lokalną kawiarnię. „Cafetería” jest traktowana jako ostatni, skromny akord cywilizacji.
Pokonanie etapu leśnego zajmuje trochę czasu. Może wydawać się niepozorny, chociaż nachylenie regularnie przekracza 30%, a niektórzy łapali zające na błotnistych fragmentach.
Stromy odcinek w końcu przechodzi w plateau i wkraczamy na bardziej malowniczą część szlaku, zbliżając się do granicy drzew.
Spośród zdobytych wulkanów La Malinche jest jedynym w wersji „na lekko”, bez kasków (chociaż by się przydały), lin, raków a także bez suportu lokalnych przewodników. Pokonanie trasy, w zależności od kondycji i aklimatyzacji, zajmuje od 7 do 10 godzin. Góra pozwala na komfort dziennej wspinaczki, bez konieczności – a nawet możliwości – podziwiania jej nocą.
Ruch pieszy jest akceptowany wyłącznie w ciągu dnia, nie toleruje się późnych wejść ani długiego przebywania w górnych partiach po południu. Konsekwentnie egzekwowany przez policję (patrole górskie) jest mechanizm ograniczania czasu przebywania w górnych partiach masywu. Szczyt bywa zamykany, decyzje bywają uznaniowe.
Nie istnieje jedna sztywna godzina zapisana w regulaminie, lecz funkcjonuje praktyka operacyjna (zazwyczaj godz. 14-15), zależna od pogody i obciążenia szlaku. Niestety brakuje stosownych informacji – w efekcie nie wszyscy dotarli na szczyt, ale zdziwienie i (pozytywne) zaskoczenie nastąpi później wraz ze słowami „congratulations, you are the last”.
Rozwiązanie to wynika z ryzyka burz konwekcyjnych po południu, a także nagłego pogorszenia widoczności na otwartych stokach. Jest także następstwem licznych przypadków utknięć i akcji poszukiwawczych po zmroku w przeszłości oraz nagłego pogorszenia widoczności na otwartych stokach, typowego dla godzin popołudniowych.
W okresach wilgotnych woda spływająca po stokach wnika w porowate, popiołowo-piaskowe osady, wypłukując drobniejszy materiał i prowadząc do powstawania podłużnych jam oraz kanałów erozyjnych. W porze suchej procesy zamarzania i rozmarzania dodatkowo osłabiają strukturę gruntu, powodując zapadanie się cienkiej, pozornie stabilnej powierzchni. Efektem są zdradliwe, często słabo widoczne szczeliny, o istnieniu których niektórzy się przekonali.
Trasa wchodzi w otwarty teren wysokogórskich muraw (zacatonal) zdominowanych przez twarde, kępkowe trawy z rodzaju Festuca i Muhlenbergia. Odpowiednik alpejskich hal, choć o znacznie surowszym charakterze. Nie ma jednej ścieżki, bywa rozlana na kilka wariantów. Lepiej unikać głębokiego, wulkanicznego piasku, po którym wchodzenie i zjeżdżanie może wywoływać frustrację.
Z labiryntem dobrze radzą sobie bracia mniejsi. Zaskakującym dodatkiem jest możliwość spotkania na trasie psów, które zadomowiły się na Malince. Towarzyszą wędrowcom przez część trasy lub nawet aż na sam szczyt. Po południu również opuszczają niegościnną górę.
La Malinche uznawany jest za wulkan wygasły. Jego aktywność przypadała głównie na późny plejstocen i wczesny holocen, a ostatnie epizody erupcyjne datowane są w literaturze na około XII–I tysiąclecie p.n.e.
Masyw był wielokrotnie nadbudowywany przez kolejne fazy erupcji, a następnie degradowany przez procesy erozyjne.
Na końcowym etapie podejścia dominują piargi i rumosz wulkaniczny. Pojawiają się krótkie, bardziej strome fragmenty, a także mylący, fałszywy szczyt. Mniej doświadczeni czy niezaklimatyzowaniu wędrowcy bywają ponoć zaskoczeni, jak ciężko i wolno idzie ostatni fragment. Wysokość robi swoje, wiele osób zawraca i wycofuje się blisko celu.
Wulkan jest zazwyczaj wybierany jako pierwszy czterotysięcznik. W naszym wypadku było na odwrót (wcześniejsze zdobycie Iztaccíhuatl i Pico de Orizaba). W efekcie odpadły wszelkie wyzwania związane z aklimatyzacją, bodziec hipoksyczny był znikomy, zaś pod kątem wydolnościowym wchodzenie przypominało wędrowanie po Tatrach czy innych niskich górach.
Zbocza są silnie rozcięte żlebami i bruzdami spływowymi. Zlodowacenia plejstoceńskie przyczyniły się do akumulacji rumoszu na stokach.
Nie ma szczególnie technicznych fajerwerków, rękoma trzeba pomagać sobie dopiero w partii przedszczytowej.
Na szczycie La Malinche (4461 m) pomazane kamienie psują nieco efekt rozległej panoramy. Góra funkcjonuje równolegle pod kilkoma nazwami, które odnoszą się do aspektów geograficznych, historycznych i kulturowych.
W tradycji przedhiszpańskiej masyw nosił nazwę Matlalcueitl (spotyka się także formy Matlalcuéyetl, Matlalcueye), odnoszącą się do żeńskiego bóstwa związanego z wodą, deszczem i płodnością. W ikonografii i przekazach ustnych Matlalcueitl bywała wyobrażana jako kobieta odziana w zieloną lub turkusową szatę, symbolizującą wilgoć, roślinność i życiodajną wodę spływającą z gór. Takowej na szczycie nie było widać.
W źródłach turystycznych przyjęła się jednak nazwa La Malinche, która wywodzi się od imienia Malintzin (Doña Marina) — postaci historycznej z czasów konkwisty, tłumaczki i pośredniczki Hernána Cortésa. Oficjalna nazwa obszaru chronionego — Parque Nacional La Malinche o Matlalcuéyatl — łączy oba porządki: kolonialno-historyczny i rdzenny. Dla nas po prostu „Malinka”, z której schodzić należy tą samą drogą.
























