Pico de Orizaba (5636 m)
Pico de Orizaba (5636 m) jest najwyższym szczytem Meksyku i najwyższym wulkanem Ameryki Północnej. Wolnostojący kolos wznosi się na styku stanów Veracruz i Puebla, na południowo-wschodnim krańcu Eje Volcánico Transversal – pasa wulkanicznego przecinającego środkowy Meksyk równoleżnikowo.
Pico to klasyczny stratowulkan o budowie wieloetapowej, uformowany w wyniku długotrwałej aktywności wulkanicznej związanej z subdukcją płyty Cocos pod płytę północnoamerykańską. Proces ten charakteryzuje wprawdzie całe Kordylierę Wulkaniczną, lecz Orizaba wyróżnia się skalą, wysokością oraz stopniem zachowania stożka.
Orizaba bezwzględnie „karze” za brak aklimatyzacji, wielu wspinaczy przegrywa tu nie z lodowcem, nie z nachyleniem, lecz z fizjologią. Wyzwaniem jest nie tylko bezwzględna wysokość, na której organizm standardowo szwankuje czy usytuowanie Base Campu, lecz także długi dzień szczytowy – wiele godzin wysiłku w strefie hipoksji, a ponadto nocny start – zmęczenie nakłada się na deficyt tlenu.
Jeżeli organizm nie miał wcześniej odpowiedniego kontaktu z wysokością 5000+, to Orizaba potrafi brutalnie to obnażyć. Odcinanie tlenu, narastający ból głowy, mdłości, brak apetytu, spadek koncentracji. Decyzje o odwrocie zazwyczaj zapadają w pierwszych godzinach, jeszcze przed wejściem na lodowiec. Na Orizabie odwroty są częste i nie są oznaką słabości, lecz racjonalnej oceny sytuacji.
Wysoko położone pole namiotowe Piedra Grande (4250 m) pełni rolę Base Campu. Nazywanie jej „hut” albo „refugio” jest odrobinę na wyrost. Luksus, przynajmniej namioty nie są jeden na drugim.
Z bazy prowadzi klasyczna trasa przez lodowiec Jamapa, uznawana za najlepiej „czytelną” terenowo w nocy i o świcie, a także najmniej narażoną na zagrożenia skalne.
Alternatywna linia wejścia od strony południowej (South Route vel South Face od strony Puebli) jest rzadziej wykorzystywana i znacznie bardziej problematyczna. Problemem jest duże ryzyko obrywów kamiennych, luźny, niestabilny materiał wulkaniczny, a także zbyt duża liczba spadających na głowę kamieni.
Przewyższenie wynosi ok. 1400 m. W zależności od warunków podejście zajmuje dobrze zaaklimatyzowanym i silnym trekkerom 7-8 godzin, z kolei zejście 4-5 godzin. Matematyka nie pozostawia złudzeń, to kolejna góra prezentująca nocne oblicze.
Logistyka wymusza zatem zarwanie kolejnej nocy na atak szczytowy, wiele godzin marszu w ciemności, przy świetle czołówek, gdy brak bodźców wizualnych potęguje zmęczenie fizyczne i psychiczne. To konsekwencja rachunku czasu i ryzyka, wynikająca z długości trasy, charakteru lodowca Jamapa oraz pogody typowej dla izolowanego, wysokiego stratowulkanu.
Świt i wczesny poranek to optymalna pora na pokonywanie lodowca. A także na kontemplację, mimo wszelakich niedogodności. Zejście musi nastąpić zanim śnieg i lód zmiękną, bądź chmury „siądą” na masywie.
Jako że w nocy było zimno, ciemno i niewiele było widać, historię trzeba zatem opowiedzieć nieco inaczej.
Ostatnie potwierdzone erupcje Orizaby miały miejsce w okresie historycznym (XVI–XVII w.), w sensie geologicznym nie jest uznawany za wygasły. Wulkan jest klasyfikowany jako potencjalnie aktywny, choć od stuleci pozostaje w fazie spoczynku. Brak aktywności erupcyjnej odróżnia Orizabę od Popocatépetl, umożliwia wejścia wysokogórskie na szczyt.
Zagrożenia, które stwarza Orizaba mają charakter niewulkaniczny. Znaczenie mają wysokość bezwzględna i związane z nią ryzyko choroby wysokościowej, silne wiatry i nagłe załamania pogody, ryzyko szczelin, oblodzeń i twardego firnu, a także rzeźba ukształtowana przez dawną aktywność – strome stoki czy piargi.
Wcześniejsze zdobycie Iztaccíhuatl (5230 m) było elementem świadomej strategii. Itza otworzyła nam drzwi do króla Meksyku. Nocny atak na poprzedni pięciotysięcznik przygotował także psychicznie i logistycznie na noc Orizaby.
Pico de Orizaba jest jednym z najbardziej regularnych stratowulkanów. Jego sylwetka – wysoki, niemal symetryczny stożek – jest bezpośrednim efektem długotrwałej akumulacji materiału wulkanicznego o dużej lepkości, odkładanego blisko centrum erupcyjnego. Jednakże w miarę zbliżania się do strefy szczytowej rzeźba terenu staje się zróżnicowana i technicznie wymagająca.
Dolne i środkowe partie masywu mają nieco łagodniejsze nachylenia, zdominowane przez stare potoki lawowe, zwietrzałe piroklastyki i rozległe stożki usypiskowe. Wraz z wysokością nachylenie stoków systematycznie rośnie (dochodzi do 40°), pojawiają się rozległe pola piargowe i rumosz skalny, a powyżej granicy roślinności teren przechodzi w surową strefę wysokogórską. Pojawia się śnieg i lód.
Klimat Pico de Orizaba jest jednym z najbardziej wymagających i zmiennych klimatów wysokogórskich, co wynika z połączenia dużej wysokości bezwzględnej, izolacji masywu oraz bliskości wilgotnych mas powietrza znad Zatoki Meksykańskiej. W strefie szczytowej temperatury spadają do kilkunastu stopni mrozu, nieraz znacznie zimniej. Często towarzyszy silny, porywisty i przeszywający wiatr, którego na szczęście nie doświadczyliśmy.
Wizytówką Orizaby jest północno-wschodnia strefa lodowcowa, w której znajduje się lodowiec Jamapa. Jest on ostatnim trwałym lodowcem Meksyku, co czyni Orizabę wyjątkową w skali kraju i całej Mezoameryki. Wysoka lepkość magmy sprzyjała stromieniu stoków i akumulacji materiału blisko centrum erupcyjnego, co bezpośrednio tłumaczy strome nachylenia górnych partii masywu oraz wyraźnie zaznaczoną kopułę szczytową.
Pozostałe stoki – zwłaszcza południowe i zachodnie – są bardziej suche i eksponowane, z minimalną trwałą pokrywą śnieżną. Ta asymetria powoduje, że wejście klasyczne prowadzi właśnie przez Jamapę, która narzuca długą, konsekwentną walkę z wysokością i nachyleniem.
W pamięć zapada trzygodzinna walka na lodowcu. W rakach koszykowych, gdy każdy krok musi być uważnie postawiony, by nie pociągnąć w dół współtowarzyszy liny. Męczące, niekończące się strome podejście, bez możliwości choćby krótkiego odpoczynku. Rytm „krok–oddech” musi być żelazny, połączony z łapaniem powietrza, którego brakuje. Jednych zatyka, inni walczą z sennością lub innego rodzaju dolegliwościami.
Trochę makabryczne, trochę nierzeczywiste doznanie. Trzeba wyłączyć myślenie, zagłuszyć zniechęcenie i iść. Poza tym trzeba było uważać na spadające przedmioty, obok przeleciał jak pocisk telefon komórkowy…
Citlaltépetl – najstarsza i pierwotna nazwa góry – wywodzi się z języka nahuatl i tłumaczy się jako „Gwiezdna Góra” (citlalli – gwiazda, tepetl – góra). Nazwa nawiązuje do silnie ośnieżonego wierzchołka Orizaby, który zawsze odbijał światło i był widoczny z dużych odległości, zwłaszcza nocą i o świcie.
Nazwa Orizaba ma rodowód kolonialny i została upowszechniona przez Hiszpanów w XVI wieku. Wywodzi się od nazwy pobliskiej osady (dzisiejsze miasto Orizaba w stanie Veracruz), która stała się ważnym punktem na szlaku łączącym wybrzeże Zatoki Meksykańskiej z Wyżyną Meksykańską i Mexico City (CDMX), dawnego Tenochtitlán.
Obie nazwy funkcjonują równolegle. „Pico de Orizaba” dominuje w literaturze geograficznej, turystycznej i alpinistycznej, natomiast „Citlaltépetl” bywa używany w opracowaniach historycznych, kulturowych oraz w dyskursie podkreślającym prekolumbijskie dziedzictwo Meksyku.
Pico de Orizaba przyciąga setki, a może tysiące osób w ciągu roku. Jednocześnie jest jedną z tych gór, gdzie różnica między „próbą” a „wejściem” jest wyraźna. Charakteryzuje się wysokim odsetkiem nieukończonych ataków szczytowych. Bez supportu lokalnych przewodników to by się raczej mogło nie udać.
Wierzchołek Orizaby z Moniką Witkowską. Rozległe plateau szczytowe, w którego centrum znajduje się wypełniony lodem i śniegiem krater o średnicy kilkuset metrów i głębokości przekraczającej sto metrów – tutaj kumuluje się wiatr i chłód.
Dla ludów Mezoameryki Citlaltépetl była świętą górą o znaczeniu kosmologicznym, punktem orientacyjnym w krajobrazie i kalendarzu rytualnym. W XVI wieku Orizaba została opisana i nazwana w dokumentach kolonialnych i włączona do europejskiej kartografii. Nie było jednak wejść sportowych – wysokość i warunki skutecznie ograniczały ambicje ówczesnych podróżników. Przełom przyniósł XIX wiek, kiedy Orizaba znalazła się w orbicie zainteresowań europejskich uczonych. Prace Alexandra von Humboldta wprowadziły Orizabę do światowego obiegu naukowego i ugruntowały jej status jako „króla meksykańskich gór”.
Pierwsze udokumentowane wejścia na szczyt uznaje się w połowę XIX wieku (lata 40.), kiedy to europejscy i północnoamerykańscy podróżnicy, wykorzystując lokalną wiedzę i wsparcie, docierali na wierzchołek Orizaby (nie da się wskazać jednego, pierwszego zdobywcy szczytu). W XX wieku wulkan stał się symbolem narodowej geografii, a rozwój dróg dojazdowych i wiedzy o Jamapie wprowadził Orizabę do „kanonu” gór wysokich dostępnych trekkingowo.



























